Kadra przegrywa eliminacje do Mistrzostw Świata, w grupie wyprzedzając jedynie San Marino. Następnie przegrywa 6:0 z Hiszpanami, nic właściwie sobie z tego nie robiąc (Cejrowski na ich miejscu zrzekłby się obywatelstwa, no ale tu się nie czepiam, uczucie dumy narodowej może być niektórym obce). W Lidze Mistrzów drużyna polska nie grała od 14 lat. Kiedyś za mocna była Barcelona (co akurat rozumiem), później drużyny pokroju Szachtara a teraz Dinama czy Interu (wynik meczu to 0:1 czy się to komuś podoba czy nie). W celu sprostowania dodam, że Dinama z Tbilisi i Interu z Baku. No cóż, naturalny obraz biedy, nędzy i rozpaczy pojawia się nam przed oczami – a co gorsza zniknąć nie chce.
W tym roku będzie podobnie. Ruch dwukrotnie remisuje z drużyną maltańską, Jagielonia zaraz zbierze cęgi od zespołu z Grecji. Do czego dążę? Tydzień temu po spotkaniu Lecha z Interem, Bożydar Iwanow w studio Polsatu przedstawiał rywali polskich drużyn, mówiąc o przeciwniku Wisły Kraków – drużynie Karabkh – że jest w zasięgu krakowskiej Wisełki. To ja się pytam grzecznie „że co proszę?” To teraz nawet szanowani dziennikarze dają przyzwolenie na taki stan rzeczy? Czy to już nikt naprawdę nie chce uświadamiać naszym gwiazdeczkom, że są nędzni? Słabi?
Poziom polskiej piłki to poziom Kazachów, Gruzinów i Azerów. Niestety rzeczywistości nie oszukamy. Ale pod żadnym pozorem nie może być społecznego i medialnego przyzwolenia na taki stan rzeczy! Bożydar powinien powiedzieć, że Wisła ma okazje na rozegranie dwóch dodatkowych sparingów, w których powinna zagrać możliwie rezerwowym składem i po zwycięstwach 3:0 na wyjeździe i 5:0 u siebie, będzie czekała na następnego rywala. Taka powinna być naturalna kolej rzeczy. Tak jak po zimie mamy wiosnę, tak Wisła powinna bez problemów ograć Azerów. Nie może być zgody, żeby azerski zespół był w naszym zasięgu. Ich trzeba rozjechać, zmiażdżyć, zdeptać – i to w taki sposób by się zbytnio przy tym nie spocić. Tego właśnie oczekuję. Buntu. Niezadowolenia na zastany stan rzeczy.
Nasi kopacze zarabiają fortunę jak na polskie warunki. Ja się pytam za co? Po porażce Lecha z Interem Baku, zawodnicy nie powinni dostać pensji a kibicom należałoby zwrócić za wejściówki. Prezes w ten sposób pokazałby, że ta sytuacja jest nie do zaakceptowania. Boję się jednego, że zanim się obejrzymy, przejdziemy z tego typu kompromitacjami do porządku dziennego. Proszę zwrócić uwagę, że jak mówimy o zepsutym sportowcu to w 9 przypadkach na 10 mowa jest o piłkarzu. Dlaczego? Bo gwiazdorstwo uderzyło im do głowy, choć są na poziomie Kazachów, Gruzinów i Azerów – a właściwie momentami jeszcze niżej. Nie utwierdzajmy ich w przekonaniu, że jest inaczej. Są zepsuci, zarozumiali, pazerni i do tego piłkarsko nędzni. Oczywiście znacząco generalizuję, ale wydźwięk ogółu jest jasny.
Na koniec apel jeden – jeśli te nasze gwiazdeczki nam poziom naszej kopanej naturalnie zaniżają, my go sztucznie zawyżajmy. To oni mają się do nas dopasować, a nie my do nich. To my, jako społeczność kibicowska, jesteśmy ich pracodawcami. O tym warto pamiętać, zanim zaczniemy sobie tłumaczyć kolejny blamaż na arenie międzynarodowej. Tu tłumaczenia nie ma, bo być nie może.