Rok w rok Ferrari i McLaren pompują w ten sport grube miliardy dolarów i jak pokazują statystyki rzadko kiedy dają się pokonać. Wydatki japońskiego teamu są takie same, ale rezultatów jak na razie nie widać.
Starty Toyoty w wyścigach Formuły 1 to niezbity dowód na to, że wyłożone pieniądze nie zawsze przekładają się na późniejszy sukces. Smutne, ale prawdziwe...
Od debiutu w 2002 roku do końca sezonu 2007 Toyota uzbierała zaledwie 163 punkty. Oczywiście są teamy z jeszcze gorszym bilansem, ale aby spojrzeć na problem z właściwej perspektywy trzeba zakopać się głębiej w gmatwaninie liczb. Dla porównania Ferrari w tym samym okresie uzbierało aż 1 146 punktów.
Ferrari i McLaren debiutowali na torach dużo, dużo wcześniej, a jak wiadomo doświadczenie przekłada się na osiągane rezultaty. Mimo to, Toyota nie oszczędza i pompuje w swój zespół nie mniej niż liderzy każdego wyścigu. Dysponując znakomitymi bazami i technicznym zapleczem kibice oczekują od japońskiego zespołu dużo więcej.
Nadzieją teamu z Kraju Kwitnącej Wiśni jest nowy bolid, który zdaniem twórców może w przyszłym sezonie nieźle namieszać. Inna sprawa, że takich deklaracji słyszeliśmy w minionych latach już kilka.
Na prezentację TF109, bo takim kryptonimem ochrzczono nowe dziecko Toyoty, przyjdzie nam poczekać jeszcze miesiąc. 15 stycznia, na swojej oficjalnej stronie, Pansonic Toyota Racing opublikuje informację i zdjęcia nowego bolidu.
W tym roku japoński team zrezygnował w ramach oszczędności [sic!] z oficjalnej prezentacji. To chęć propagowania polityki cięcia kosztów w Formule 1. Widać, że kryzys finansowy nie ominął także gigantów motoryzacyjnych.
TF109 będziemy mogli zobaczyć w akcji dopiero podczas trzydniowych testów, które odbędą się w dniach 20-22 stycznia na torze Autodromo Internacional do Algarve w Portugalii.